wtorek, 1 września 2015

Podsumowanie wakacji

Cześć! 

Dwa miesiące wolnego zleciały w mgnieniu oka. Zaczął się wrzesień. Kto ma jeszcze wolne do października, a kto -tak jak ja- dzisiaj musiał zjawić się w szkole? Tak jak zapowiadałam ostatnio, ruszam z comiesięcznym cyklem, a dzisiaj pierwszy post z nich. Pod uwagę wzięłam jednak całe wakacje czyli lipiec i sierpień.

Nie jestem typem osoby, która planuje każdą minutę swoich wakacji, a w domu bywa przelotem. Ja te wolne dni spędziłam spokojnie. Odwiedziłam kilka miejsc, miałam okazję pozwiedzać, ale znalazłam także czas na spokojne czytanie książki, bujanie się na huśtawce, oglądanie filmów, granie w badmintona czy pogaduszki z przyjaciółką. 


3 dni spędziłam w Toruniu. Udałam się tam na wycieczkę jeszcze w lipcu, niestety nie z okazji Memoriału Wagnera. Trochę za późno się zorientowałam i kiedy chciałam kupić bilety, praktycznie wszystkie były już wykupione. Miasto jest piękne i pełne zabytków. Miałam okazję podziwiać panoramę miasta z wieży ratuszowej czy zwiedzić dom Mikołaja Kopernika. Zakochałam się w tych budowlach w ceglanym kolorze w stylu rodem z czasów kopernikowskich. Poza centrum, polecam odwiedzić Ogród zoobiologiczny w Toruniu, gdzie można podziwiać różne zwierzęta, ja pokochałam surykatki :).

Ulubiona strona z całego kalendarza / Pozuje do zdjęcia :) / "Moja" róża


Lipiec był miesiącem filmowo-serialowym, a sierpień był książkowy. Udało mi się przeczytać 5 książek, z czego 4 właśnie w drugim miesiącu wakacji.

"Pretty Little Liars. Zepsute" i "Pretty Little Liars. Zabójcze" czyli 5 i 6 część jednej z moich ulubionych serii. Opowiada ona o przygodach czterech przyjaciółek, które po zniknięciu piątej przyjaciółki imieniem Ali zaczynają dostawać tajemnicze wiadomości, podpisane tylko literą "A". Wkręciłam się w całą serię, którą określiłabym mianem lekkiego damskiego kryminału. Coraz to okrywane są tajemnice związane z Ali i jej życiem. Nie chcę zdradzać za dużo, dziewczynom bardzo polecam. Wspomnę także, że na podstawie serii powstał serial o tym samym tytule, który niestety mocno odbiega swoją fabułą od książek. Sama mam zamiar zacząć go oglądać, ale dopiero jak przeczytam wszystkie części.

"Bransoletka". Po zachęcającym opisie z tyłu książki, po przeczytaniu byłam rozczarowana. Weronika (nie lubię tego imienia) "wkręcona" przez chłopaka, który jej się podoba, jedzie na obóz teatralny. Tam poznaje kogoś, kto najpierw ją denerwuje, a później stanie się jej bardzo bliski. Nie podobała mi się cała ta historia, styl pisania autorki, a szczególnie teatralne metafory. Książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie lubię polskich pisarzy.


"Benedict Cumberbatch - Czas zmian". Ben jest moim ulubionym aktorem, więc nie mogłam nie przeczytać jego biografii. Pokochałam go po obejrzeniu "Sherlocka" (serial jest genialny!) i tak już zostało. Książka zawiera opisy jego ról filmowych, teatralnych czy w słuchowiskach radiowych. Opisuje, w jaki sposób stał się cenionym i rozchwytywanym aktorem. Nie zawiera wiele faktów z życia prywatnego, ponieważ nie jest to autobiografia. Ja dowiedziałam się z niej kilka nowych i ciekawych rzeczy, jednak jeśli nie jesteście fanami aktora, prawdopodobnie będzie się wam wydawać nudna.

"Women's Health". Już wcześniej spodobała mi się ta gazeta i teraz kupuję ją regularnie. Można dowiedzieć się z niej informacji na temat prawidłowego odżywiania, chemii znajdującej się w jedzeniu czy ćwiczeń "działających" na daną partię ciała, zawiera przepisy na potrawy czy wywiad z gwiazdą. Ostatnio zaczęłam interesować się takimi rzeczami, szczególnie pokarmami i zdrowiem, co ułatwiło mi wybór, czy iść na rozszerzoną biologię czy WOS :).

"Igrzyska Śmierci". Możecie mnie uznać za dziwną, ale dopiero po obejrzeniu trzech części filmu, wzięłam się za czytanie tej serii. Jako fanka filmów, nie mogłam nie zapoznać się z powieściami Suzanne Collins. W czytaniu wcale nie przeszkadzało mi to, że znałam już całą historię, tym razem poznałam ją z większymi szczegółami. Książkowego Peetę nawet lubię, zaś do filmowego kompletnie nie mogę się przekonać (według mnie ten aktor wygląda jak bezbronny 14-latek). Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, ogromnie polecam!

Zakupy w księgarni internetowej / Czytamy razem :) / Motywacja


Jeśli chodzi o wakacyjne filmy, to obejrzałam ich 5 plus jeszcze seriale.
"Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów 1 i 2". Kiedyś czytałam 1 część książki i byłam ciekawa, jak ją zekranizowano. To przyjemne filmy o pięknej przyjaźni (trudno byłoby o taką w prawdziwym życiu), iście wakacyjne, bo właśnie w czasie letniej przerwy rozgrywa się ich akcja. Druga część jest trochę smutniejsza od pierwszej. Ogólnie, dobre na leniwe wieczory.

"Szczęściarz" to typowo babski film, o miłości. Momentami był smutny, ale nie aż tak, by się mocno wzruszać. Zachęcił mnie do niego Zac Efron występujący w głównej roli i film mi się spodobał. Jest sobie żołnierz, który odnajduje zdjęcie pewnej dziewczyny, co ratuje go przed śmiercią. Po powrocie z misji pragnie ją odszukać.., romantyczne. Choć ta dziewczyna według mnie nie pasowała do chłopaka, bo była od niego dużo starsza.

"Mikołajek" czyli film dedykowany wszystkim, którzy chcą poprawić sobie humor. Nie jest to niewiadomo jaka komedia, nie będziecie płakać ze śmiechu, ale nadaje się idealne na niedzielne rodzinne oglądanie. Mikołajek myśląc, że ma mu się urodzić braciszek, próbuje przekonać rodziców, by - jak sam uważa - nie porzucili go w lesie z tego powodu. A to pociąga za sobą ciekawe przygody.

Uwielbiam zachody słońca / Wyobrażacie sobie, że minął już rok i dwa dni od rozpoczęcia polskich złotych MŚ? 


"3 metry nad niebem". Kolejny damski film, bo dziewczyny takie lubią. Nakręcony na podstawie książki, której akurat nie miałam okazji przeczytać. Podobał mi się bardzo, nie pokazywał wszystkiego wprost (przynajmniej ja to tak odczytałam), wzruszająca historia z bardzo smutnym zakończeniem. Jeżdżący na motorze Ache jest badboyem, pewnego razu zaczepia w samochodzie dziewczynę o imieniu Babi, z czego w końcu zrodzi się coś większego...

"Chirurdzy". Jeden z dwóch moich ulubionych seriali, nazwa drugiego pojawi się niżej. Właśnie skończyłam 4 sezon i cieszę się, że jeszcze 7 przede mną, bo nie chce go skończyć. Lubię seriale medyczne, kiedyś oglądałam dr. House'a (i niedługo mam zamiar zacząć go od początku). W "Chirurgach" jednak sprawy pacjentów są bardziej tłem dla relacji międzyludzkich. Co lubię w serialu? Wszystko! :).

"Plotkara". Druga serialowa miłość, także skończyłam 4 sezon, bo oba seriale oglądam na zmianę, żeby mi się nie znudziły. Uwielbiam w niej relacje Blair i Chucka oraz ich intrygi. Przede wszystkim jednak lubię w serialu to, że opowiada o życiu bogaczy i można popatrzeć na ich życie, piękne stroje czy organizowane imprezy. "Chirurdzy" są trochę bardziej smutni, są wypadki, więcej się dzieje. "Plotkara" jest idealna do zrelaksowania się i popatrzenia na przystojniaków 

Podsumowanie miesiąca będę kończyć piosenką. Ta zdecydowanie była moim hitem lata!



A Wy jak spędziliście wakacje? W komentarzach czekam na Wasze książki, filmy czy piosenki godne polecenia.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Chłopcy wagnerowcy

Cześć!

Za nami Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. 13 edycja. 3 dni święta siatkówki dla mieszkańców, którzy nie mają jej na codzień. Nasi siatkarze nie okazali się zbyt gościnni. Wygrali wszystkie trzy mecze, zwyciężyli w Memoriale i jeszcze zgarnęli większość nagród indywidualnych. Co oni sobie wyobrażają? :)

Nasi siatkarze na "piątkę" zdali najważniejszy test przed zbliżającym się wielkimi krokami Pucharem Świata. Zawodnicy nie imponowali formą, ale to dobrze, bo ona ma przyjść dopiero na 8 września. Widać było, że czasami się męczyli, brakowało trochę dynamiki, a nogi nie chciały zbytnio odrywać się od podłoża. Stephane Antiga zafundował im przecież solidne treningi. Mimo tego wygrali wszystkie trzy spotkania, co pozwoli im w dobrych humorach ruszyć samolotem do Osaki. Dzięki licznie zgromadzonym kibicom Polacy utrzymywali koncentrację nawet z łatwiejszym rywalem i zawsze walczyli do końca. 

Monika Bujalska Fotografia

Na pierwszy ogień biało-czerwonym przyszło zmierzyć się z Japonią. Zespołem może nie z najwyższej półki, ale prezentującą charakterystyczny styl, z którym nasi siatkarze spotkają się także na PŚ. Japończycy mocno walczyli w 1 secie, ale i tak ekipa Antigi nie pozwoliła im na wygranie ani jednej partii. Nasi siatkarze musieli się "rozkręcić", a kiedy już to zrobili, byli nie do zatrzymania. Sam Shimizu nie był w stanie nic zdziałać. Atutem Polaków była dobra zagrywka, wysoka skuteczność przyjęcia oraz bloki. Liderem był Michał Kubiak, a szansę gry dostał także m.in. Artur Szalpuk.

Następnym rywalem byli doskonale nam znani Irańczycy. W niedzielę zdołali "postraszyć" nasz zespół jedynie w 2 secie, kiedy to Ghaemi zaliczył serię świetnych zagrywek. Reszta setów została wygrana przez biało-czerwonych pewnie. Kluczowym elementem był serwis, którym Polacy zdobyli aż 11 punktów! Dużo było także błędów własnych, co świadczy o tym, że obie ekipy są jeszcze w etapie przygotowawczym. Do zwycięstwa poprowadziła nas para Michał Kubiak-Bartosz Kurek, dobrze spisał się także Rafał Buszek.

Wisienką na torcie, zamykającą Memoriał było starcie polsko-francuskie. Obaj trenerzy wystawili najsilniejsze składy, jakimi dysponowali. Przez większość spotkania wynik układał się korzystnie dla trójkolorowych, którzy byli jedną piłkę od zwycięstwa 3:0. Otwarcie trzeba przyznać, że nasza drużyna dostała drugą szansę od sędziego, który punktową zagrywkę francuską ocenił jako autową. No cóż, taki przywilej gospodarza. Tak więc ta decyzja oraz wprowadzenie na boisko Szalpuka i Konarskiego odmieniło oblicze naszego zespołu, który ostatecznie zwyciężył 3:2

Monika Bujalska Fotografia

Nagroda MVP słusznie powędrowała w ręce naszego kapitana, który był liderem zespołu we wszystkich meczach. W dwóch pierwszych meczach dobrze spisał się także Bartek Kurek i Rafał Buszek, który zastąpił Mateusza Mikę. Wreszcie podobała mi się także postawa Piotra Nowakowskiego. Trener Antiga dał pograć wszystkim zawodnikom oprócz Wojtka Włodarczyka. Na boisko po długiej przerwie mógł wrócić Karol Kłos, a miejsce w składzie na Puchar Świata wywalczył sobie Artur Szalpuk. Nie bał się atakować, skończył dwie najważniejsze piłki w 3 secie ostatniego meczu. Zwolennikom Włodarczyka pragnę przypomnieć, że to Artur był liderem zespołu na Igrzyskach Europejskich, a Wojtek w kadrze B był raczej zmiennikiem. Juniorzy bez Szalpuka powinni dać sobie radę, a poza tym ta grupa wiekowa ma być przygotowaniem przed grą w seniorskiej kadrze. Mam nadzieję, że Szalpuk nie pojedzie do Japonii na wycieczkę, bo na boisku pokazał, że jest w stanie grać nawet w dłuższym wymiarze.

Wracając do gry naszego zespołu, podobała mi się ich postawa na zagrywce, którą zdobyli aż 19 punktów. Turniej pokazał jednak, że mamy problem ze skutecznością ataku po negatywnym przyjęciu. Pojawiały się także duże ilości błędów własnych, jednak w okresie przygotowawczym jest to chyba normalne. Nasza kadra ma jeszcze trochę czasu, by dopracować niektóre elementy.

Monika Bujalska Fotografia

5 z 7 nagród indywidualnych trafiły w ręce naszych zawodników. Sprzeczałabym się co do atakującego, ponieważ według mnie nagroda należała się Japończykowi Shimizu. Jednak jak wiadomo, takie wyróżnienia to tylko dodatek. 2 miejsce w Memoriale zajęła reprezentacja Japonii, czym zasłużyła na wielkie gratulacje. Ta ekipa zawsze dzielnie walczyła do końca i zaprezentowała naprawdę solidną siatkówkę. Na najniższym stopniu podium znaleźli się Francuzi. Odnieśli jedną niespodziewaną porażkę (trochę sobie chyba w tym meczu odpuścili), ale w ogóle się tym nie przejęli i jak to oni, i tak bardzo się cieszyli :). Ostatnie miejsce zajęli Irańczycy, którym przydarzył się ostatnio gorszy okres. Były pewne perturbacje na Mistrzostwach Azji, w których przegrali z Japonią. W Toruniu grali słabo i ugrali zaledwie 2 sety. To jednak nie nasze problemy. Zwycięstwa naszej drużyny nad Japonią i Iranem powinny dać nam choć minimalną przewagę na Pucharze Świata.

W drogę do Japonii biało-czerwoni udadzą się w sobotę, gdzie będą mieli 10 dni na aklimatyzację, doszlifowanie formy i rozegranie dwóch sparingów. Pierwsze mecze już 8 września. Zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze we wrześniu będą mieli wakacje. Ciężko będzie pogodzić siatkówkę ze szkołą, ale od czego jest się kibicem prawda? 


Jak podobała Wam się postawa polskiej ekipy? Jak ocenilibyście poszczególne mecze Memoriału? 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Idzie nowe

Cześć!

Wróciłam, ale jeszcze w wakacje nie będę tu często. Z okazji zbliżającego się nowego roku szkolnego (u mnie także nowej szkoły) i zainspirowana postem Asi (mam nadzieję, że się nie obrazisz), postanowiłam wprowadzić nowy cykl na mojego bloga. 

Co miesiąc będzie pojawiało się tutaj podsumowanie miesiąca. Będę w nim pokazywać kilka zdjęć zrobionych w tym czasie oraz opowiadać o przeczytanych książkach czy obejrzanych filmach. Pojawi się trochę więcej tzw. prywaty. Mam nadzieję, że będzie to miły przerywnik wśród wpisów typowo siatkarskich. Sama zresztą uwielbiam czytać takie podsumowania na innych blogach. 

Piszcie, czy pomysł się Wam podoba i do zobaczenia wkrótce, bo mam zamiar skrobnąć coś po Memoriale Wagnera. A teraz idę rozkoszować się ostatnimi już tygodniami wakacji, czego i Wam życzę. Do napisania! 

wtorek, 21 lipca 2015

Francja elegancja!

Złoty będzie chyba teraz najmodniejszym kolorem we Francji :). O Final Six napisano już chyba wszystko, ale czemu by nie napisać jeszcze więcej? Zapraszam do czytania!

Cały turniej podsumowałabym jednym słowem-niespodzianki. Towarzyszyły nam od początku do końca. Teoretycznie rozbici Włosi wygrali z Serbią. Francja ograła Brazylię. Ekipa Grbića okazała się lepsza od Polski, a dzień później od Stanów Zjednoczonych. Gospodarze nie awansowali do półfinałów. Ale się działo! To była chyba najbardziej zaskakująca Liga Światowa w historii. Czemu nie umieściłam tu porażki biało-czerwonych z Francją? Bo po meczu Les Bleus z Brazylią wiedziałam, że są bardzo trudnym przeciwnikiem i nie można było w ciemno stawiać nas już w finale. O złoto zagrały drużyny, które jedną nogą były już poza turniejem. O brąz zaś walczyli ci, którzy przed LŚ stawiani byli w roli największych faworytów. A oba półfinały i mecze o medale miały taki sam przebieg...

Złoci Trójkolorowi
Francuzi jak burza przeszli przez rozgrywki II dywizji (przeciwnicy jednak wcale nie byli najtrudniejsi). Podczas Final Four w Warnie rozbili dwóch rywali przez straty seta. Do Rio przyjechali jako ostatni, mieli być zmęczeni, a okazało się, że jako jedyni do samego końca utrzymali świetną formę fizyczną. Zwycięstwo z Brazylią już pokazało, że są mocni, dlatego porażka z USA była lekkim zaskoczeniem. Prawdopodobnie był to ich kryzysowy dzień, którego o mało nie przepłaciliby odpadnięciem. Nadal nie wiem, jakim cudem uratowali tego 3 seta. W meczu z nami grali lepiej i nie wygrali tylko 2 punktami. Nie dali się złamać tym, że doprowadziliśmy do tie breaka, a nim od początku kontrolowali sytuację. W finale Francuzi grali wspaniale, od pierwszej piłki zaczynając marsz po zwycięstwo, kapitalnie odwracając końcówkę 3 partii. Złoty medal zasłużenie trafił w ich ręce. Na boisku pokazali kolektyw, grali efektowną siatkówkę, a w kadrze wytworzyła się świetna atmosfera. To także wielki sukces trenera Tillie, który złapał bardzo dobry kontakt z Ngapethem, a jego mocny charakter i niekonwencjonalność zdołał przekuć na największe atuty tego zawodnika. Trójkolorowi mają za sobą świetny sezon i po chwilowym spadku, znów zawitali do światowej czołówki. Zresztą już 4 miejsce na Mistrzostwach Świata mogło być tego zwiastunem. Pokazali, że Australia znalazła się w "Elicie" przypadkiem. Francuzi zdobyli swój pierwszy historyczny złoty krążek, drugi w całej Lidze Światowej. Teraz tylko trzeba poczekać, by potwierdzili swoją wartość na innych imprezach, miejmy nadzieję, że nie kosztem naszej drużyny.

worldleague.2015.fivb.com

Srebrna Serbia
Drugie miejsce dla ekipy Grbića jest ogromnym sukcesem. Gdyby Polacy "przycisnęli" do końca, Serbowie mogli już 2 dni wcześniej zakończyć swój pobyt w Rio. Jednak to jedno zwycięstwo zmieniło oblicze ich zespołu, podobnie jak tie break z Amerykanami. Praktycznie nie mieli prawa go wygrać, a jednak to zrobili. Ich atutem (według mnie) jest to, że już jedna udana akcja nakręca drużynę i powoduje lepszą grę. To właśnie dzięki tej energii po meczu z nami, byli w stanie pokonać faworyzowanych Amerykanów. W finale nie mieli już zbytnio szans, by zatrzymać dobrze funkcjonującą francuską maszynę. Możliwe, że we znaki dało im się także zmęczenie, ponieważ trzy poprzednie mecze kończyli dopiero w tie breakach. Nikola Grbić bardzo dobrze sprawdził się w swoim pierwszym trenerskim roku, prawdziwym liderem jest Atanasijević, popracować trzeba tylko nad rozgrywającymi. 

worldleague.2015.fivb.com

Brąz na pocieszenie
Po półfinale Amerykanie na pewno czuli się zawiedzeni. Byli typowani jako główny faworyt do złota, a ulegli zdecydowanie słabszej od nich na papierze Serbii. Złości mógł dodawać także fakt, że zwycięstwo mieli już prawie w kieszeni, a jednak wypuścili je z rąk. Potrafili jednak otrząsnąć się z tego, a w spotkaniu o brąz od początku grali ze sportową agresją i pewnością siebie. Na pewno Jankesi liczy na więcej, ale medal to zawsze medal. Pomimo triumfu Francji, to ta drużyna nadal pozostaje faworytem kolejnych wielkich imprez. 

worldleague.2015.fivb.com

Rozczarowani Biało-czerwoni
Po półfinale z Francją chyba wszyscy byliśmy smutni. Walczyliśmy do końca, zabrakło niewiele, ale od początku 5 seta to rywale dyktowali warunki i nie pozwolili się przegonić. Biało-czerwoni byli blisko finału, ale brązowego medalu już daleko. Głowami nasi zawodnicy zostali jeszcze w sobotnim pojedynku. Pierwszej"szóstce" chyba zabrakło sił, zmiennicy próbowali nawiązać walkę. Przegrana w wygranym 3 secie jest dodatkowo dobijająca. Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego od 4 seta spotkania z Serbami, kiedy mieliśmy już awans, nie zostali wpuszczeni rezerwowi, dlaczego do końca byli męczeni nasi podstawowi gracze? Chyba nie wytrzymaliśmy fizycznie. 4 mecze pod rząd zrobiły swoje. Z Francuzami i Amerykanami zaczęliśmy grać właściwie od 3 partii. Mówienie, że wcześniej bycie w najlepszej "czwórce" bralibyśmy w ciemno, nie jest chyba do końca prawdziwe, ponieważ trener Antiga zapowiadał, że do Rio jedziemy po medal. Prezentowaliśmy się jednak gorzej niż w fazie grupowej. Każdy zawodnik miał swoje lepsze i gorsze momenty. Uważam, że Fabian Drzyzga nie podejmował dobrych wyborów, posyłając tak dużo piłek do skrzydłowych, a szczególnie do Kurka. A Bartek jest liderem grupy, świetnym zawodnikiem, a w najważniejszych momentach meczu o wyniku decydują indywidualności i on musi być skuteczny. W tie breaku z Francją wszyscy wiedzieli, że atakować będzie z jednej strony Ngapeth, a z drugiej Kurek. Earvin jednak kończył, Bartosz nie, a powinien. Oczywiście gdyby ofensywa rozkładała się na wielu graczy, ciężej byłoby rozpracować rywalom, kto dostanie piłkę. W tegorocznej LŚ jednak ani nie stanęliśmy na podium, ani nie ogrywaliśmy młodych czy zmienników. Pokazał się tylko-i to ze świetnej strony-Mateusz Bieniek. Na Puchar Świata potrzebna jest nam cała mocna "czternastka". A czy mamy czwartego przyjmującego? Nie, bo Szalpuk i Bednorz zaliczyli wycieczki krajoznawcze. Na szczęście to nie była najważniejsza impreza, ta czeka nas we wrześniu. Mimo braku Serbów i Francuzów nie będzie łatwo, znów przyjdzie nam się spotkać z Amerykanami, z którymi przegraliśmy ostatnie 5 na 6 spotkań. Po tegorocznej LŚ na pocieszenie można dodać, że na pewno większe problemy niż my ma reprezentacja Włoch i Rosji...

worldleague.2015.fivb.com

Porażka na własnej ziemi
Jezus miał czuwać nad ekipą gospodarzy, tej jednak podwinęła się noga już w pierwszym spotkaniu. Wygrana ze Stanami Zjednoczonymi nie wystarczyła, a Amerykanie i Francuzi sprawę awansu rozstrzygnęli między sobą. Drużyna trenera Rezende nikogo nie obwiniała, kibice brazylijscy jednak mieli żal, o czym świadczył bardzo gorący doping dla Serbów. Wydaje mi się, że w półfinale miał on znaczenie w wygranej. Przed dwoma najważniejszymi pojedynkami Canarinhos chcieli mieć dzień wolny i to obróciło się przeciwko nim. Mówi się o tym, że w tej ekipie wyczerpuje się formuła, skład jest stary, a następców brak. Jednak poprzedni sezon pokazał, że potrafią się podnieść i nawet jak grają słabiej, zdobywają medal. Nie muszą się na szczęście martwić Pucharem Świata. Za rok na Igrzyskach będą bardzo groźni, no chyba, że znów dopadnie ich klątwa gospodarza.

worldleague.2015.fivb.com

Zabawa nie pomogła
Czterech zawodników zdołało posmakować tylko brazylijskich klubów zamiast parkietu. Osłabionym Włochom nie dawano żadnych szans, a ci zwarli szeregi i niespodziewanie pokonali Serbów, a później walczyli jak mogli w starciu z biało-czerwonymi. Gdybyśmy się bardziej postarali, awansowaliby do "czwórki", ale przysłowie mówi, że jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie. Trener Berruto ma o czym myśleć, a jeśli gra jego zespołu nie ulegnie poprawie, jego przyszłość nie maluje się kolorowo. Od nieudanych MŚ coś się zepsuło, pewnie "siadła" atmosfera, a dodatkowo ten wybryk nie ułatwił sprawy. Podobno trener narzucił dość ostre zasady, może to miał być protest przeciwko nim? Na pocieszenie wyjeżdżają z Rio z jednym zwycięstwem, którego przez turniejem chyba nie obstawiano.

worldleague.2015.fivb.com

Siedmiu wspaniałych
Tradycja nakazuje, trzeba nagrodzić najlepszych. Ale czy na pewno? Na mnie ogromne wrażenie zrobiła postawa Kevina Le Roux. Niesamowicie wszechstronny gracz- atakuje, blokuje, a przede wszystkim świetnie zagrywa. To jego serwisy w dużej mierze przyczyniły się do zwycięstwa Francji z Brazylią i w 3 secie z Serbią. Brak nagrody dla tego zawodnika to wielki żart. Na wyróżnienie zasłużył także Jenia Grebennikov. Najlepiej ze wszystkich libero bronił i przyjmował. Jest bardzo aktywny na parkiecie, pan Tomek Swędrowski mówił nawet, że piłka sama do niego lgnie. Z całym szacunkiem do Pawła Zatorskiego, bo także pokazuje się z bardzo dobrej strony, ale on był od niego lepszy. W większości jednak zgadzam się z wyborami. Atanasijević był najlepiej punktującym i absolutnym liderem swojej drużyny. Lisinać popisał się największą ilością bloków wśród graczy na swojej pozycji. Niekonwencjonalność Ngapetha stała się jego głównym atutem, ponieważ może zaatakować absolutnie z każdej piłki i ciężko go zatrzymać i to jego świetna gra w tie breaku przyniosła finał Francji. Michał Kubiak wreszcie doczekał się swojego czasu w reprezentacji. Nie zdobywa może najwięcej punktów, ale jest liderem mentalnym. Nie błyszczał już tak jak w fazie grupowej, ale nadal prezentował się dobrze. A ostatecznie to szybka, kombinacyjna gra i dokładne wystawy Toniuttiego poprowadziły trójkolorowych do złota.

worldleague.2015.fivb.com

Ostateczne wrażenie
Cały turniej pod względem organizacyjnym można uznać raczej za udany. Sporo kibiców przychodziło na halę, nawet mimo braku ich ukochanej reprezentacji. Mecze były bardzo ciekawe. Wielki plus za challenge, który jednoznacznie rozstrzygał wszystkie decyzje i był bardzo precyzyjny. Nie popisał się sędzia z Egiptu, reszta arbitrów jednak dobrze wykonywała swoją pracę. Gospodarze źle jednak wyliczyli godziny meczów, no i nie rozumiem po co była ta świecąca siatka. Mimo, że nasza drużyna nie zdobyła medalu, to mogła zapoznać się z halą, gdzie za rok rozgrywane będą Igrzyska i na pocieszenie dostaliśmy dwie nagrody indywidualne.


A jakie są Wasze wrażenia po zakończonym turnieju finałowym w Rio de Janeiro?

wtorek, 14 lipca 2015

Podsumowanie fazy grupowej Ligi Światowej

Cześć! 

Znamy wszystkich uczestników Final Six, większość drużyn jest już w Rio, jutro zaczynają się mecze fazy finałowej. Zmagania w grupie zakończyły się ponad tydzień temu, więc wiem, że ten post jest mocno spóźniony, ale mimo tego zapraszam na moje subiektywne podsumowanie fazy grupowej Ligi Światowej 2015.

Polacy skończyli na 2 miejscu w grupie B z bilansem 8 zwycięstw i 4 porażek. W drugiej grupie Serbowie wygrali mecz mniej, a mieli o punkt więcej. Nasza drużyna bowiem często grała tie breaki (6 razy), a czasami niepotrzebnie traciła punkt do tabeli. Jednak nasza grupa była o wiele silniejsza niż grupa A. Amerykanie grali naprawdę świetnie i obok Polaków oraz Brazylijczyków są wymieniani w gronie faworytów najbliższych imprez. Pogubili się jedynie w Iranie, gdzie dostali srogie lanie. Był to ich pierwszy pobyt w Teheranie, więc pewnie doznali szoku. W zeszłym roku przecież my także nie poradziliśmy sobie na tym terenie. Od początku widać było, że Amerykanie zajmą 1 miejsce w grupie. Walka toczyła się między Polską i Iranem i z dużą satysfakcją przyjęłam fakt, że Persów w Brazylii zabraknie. Jestem pod wrażeniem, że trener Speraw odkrył kolejne dwa talenty: Thomasa Jaeschke i Aarona Russella. Do walki nie włączyła się Rosja. Sborna wygrała tylko 1 mecz- z Iranem, ale to też dlatego, że rywalom nie chciało się już grać. Rosjanie grali słabo i tylko w dwóch meczach z Polską nawiązywali solidną walkę, urywając nam w sumie 2 punkty. Okazali się najgorszą drużyną w Elicie, czego wcześniej na pewno nikt nie zakładał. Uważam jednak, że miała trudnych przeciwników, a gdyby znalazła się w grupie A, prawdopodobnie uciułałaby troszkę więcej punktów. 

worldleague.2015.fivb.com

Ciężko porównywać dwie grupy bez ich bezpośrednich spotkań, ale według mnie tylko Brazylia i Serbia zaprezentowały się dobrze. Canarinhos od początku są faworytem turnieju i na pewno będą chcieli wygrać przed własną publicznością. Do ekipy trenera Rezende wrócił Sergio, zabrakło jednak Sidao, Vissotto większość meczów przesiedział na trybunach, a zamiast niego grał Evandro. Nie jest to jednak młody talent, ponieważ ma już 30 lat. Serbowie także grali dobrze, potrafiąc nawiązać wyrównaną walkę z Brazylijczykami. Włosi natomiast zawiedli. Widać, że szukają formy i optymalnego składu. Z Serbami przegrywali, dostali nawet lanie od Australijczyków. Często nie wykorzystywali swoich szans i marnowali przewagi. Myślę, że w Final Six nie mają czego szukać. Najpierw kontuzja ich najlepszego gracza- Lanzy, teraz wyrzucenie m.in. Zaysteva i Sabbiego, którzy zdobywali najwięcej punktów dla drużyny. Nie wiem, czy będzie miał kto wyjść na boisko. Bardzo nie podobało mi się to, że w grupie A od początku było wiadomo, kto uzyska awans. Australia odstawała od reszty, zresztą uważam, że nie należy ona do Elity. Na ich miejscu powinni być Bułgarzy albo Argentyńczycy.

Meczów innych grup nie oglądałam, a śledziłam jedynie wyniki. Najbardziej zaciętą walkę do końca mieliśmy w grupie C. Bułgaria była gospodarzem Final Four II dywizji. Argentyna i Kanada walczyły do ostatniego meczu, choć nie w bezpośrednim pojedynku. Mimo iż Kanadyjczycy zdobyli więcej punktów, to przegrali jeden mecz więcej i awansu nie wywalczyli. Na początku wydawało się, że ekipa Glena Hoaga zajmie 1 miejsce w grupie. Bułgarzy jednak zawsze są niebezpieczni, szczególnie na swoim terenie, a Argentyńczycy także wzięli się w garść, kiedy do składu wrócił m.in Facundo Conte. 

W grupie D właściwie wszystko było już wiadomo jeszcze przed rozpoczęciem grania. Francja jest w siatkarskiej elicie, a trafiła na niszowych przeciwników. Gdyby znalazła się w grupie C czy E miałaby trochę bardziej utrudnione zadanie. Trójkolorowi wygrali wszystkie pojedynki, tracąc tylko jeden punkt (z Japonią). Już w połowie rundy zapewnili sobie awans, ale przy takich rywalach właściwie nie mieli prawa przegrać żadnego meczu. Japończycy i Czesi mieli taki sam bilans zwycięstw, ale ci pierwsi zdobyli 5 punktów więcej. Najgorsza okazała się Korea Południowa. 

worldleague.2015.fivb.com

W grupie E walka o awans toczyła się między Belgią a Holandią. Odkąd Belgowie wygrali Ligę Europejską i dostali się do różnych turniejów, pokazują naprawdę dobrą grę. Mają zresztą solidnych zawodników, uczących się we włoskich klubach. Belgowie zapewnili sobie awans do Final Six, wygrywając przedostatnie spotkanie.U Holendrów mogliśmy zobaczyć dużo graczy, którzy występowali albo będą występować na polskich parkietach. Tylko 1 mecz wygrała Portugalia (co ciekawe 3:2 z Belgią) i okazała się najgorszą ekipą II dywizji.

Najważniejsza była jednak nasza gra, a awans do Final Six już jest sukcesem. Mieliśmy bardzo trudną grupę i zmienił się nasz zespół, więc nie wiadomo było, jak to wszystko będzie funkcjonować. Antiga jednak znów miał nosa co do zawodników. Dał szansę młodemu Mateuszowi Bieńkowi, który okazał się objawieniem sezonu i po tej fazie grupowej wyrósł nam na "szóstkowego" gracza. Dobrze spisywał się w bloku, miał trudną zagrywkę, a ataki kończył bardzo dynamicznie i skutecznie. Ma świetne warunki fizyczne i musi jeszcze nabrać trochę boiskowego doświadczenia. Drugim środkowym był zazwyczaj Piotrek Nowakowski, który w bloku prezentował się dobrze, ale według mnie był taki jakiś nieogarnięty i grał przeciętnie. Andrzej Wrona dostał kilka szans do gry, a Marcin Możdżonek częściej siedział na trybunach lub w kwadracie. Świetną decyzją było przestawienie Bartka Kurka na atak. Wiadomo, że nie jest on w stanie całkowicie zastąpić Wlazłego, bo taki zawodnik trafia się raz na kilka tysięcy. Bartek jednak spisał się bardzo dobrze, atakując skutecznie i często nad blokiem. Był naszym liderem, zdobywał najwięcej punktów i dostawał piłki w najważniejszych momentach. Został najlepszym punktującym fazy grupowej oraz był najskuteczniej atakującym graczem w polskiej ekipie. Zmiana pozycji nigdy nie jest łatwa, ale trener obdarzył go dużym zaufaniem i to zaprocentowało. 

worldleague.2015.fivb.com

Kolejną wspaniałą decyzją było (pod nieobecność Karola Kłosa) obsadzenie Michała Kubiaka w roli kapitana. To podziałało dobrze na grę Michała, czym zapewnił sobie pewne miejsce na boisku, a także trochę tonowało jego zachowanie. Kubi był mentalnym liderem grupy i nakręcał chłopaków. W ataku nie dostawał dużo piłek, ale super grał w defensywie. Był najlepszym przyjmującym w naszym zespole i zajął 2 miejsce w rankingu na najlepiej broniącego, a wyprzedził go jedynie nasz libero Paweł Zatorski. Dużo piłek dostawał za to Mateusz Mika. Grał dobrze, choć miewał także chwile słabości, które prawdopodobnie były spowodowane zmęczeniem. Z powodzeniem zastępował go Rafał Buszek, który zawsze bardzo dobrze wywiązywał się ze swoich zadań. Szkoda, że Antiga nie dał mu więcej szans, bo Rafał pokazał, że jest gotowy grać w pełnym wymiarze. Na rozegraniu numerem 1 jest Fabian Drzyzga, choć i Grzegorz Łomacz miał szansę rozegrać parę meczów. Fabian dobrze prowadził zespół, potrafi skutecznie blokować, a przez mocniejszy charakterek także motywował zespół. Gra Łomacza do mnie nie przemawia, a atutem Drzyzgi jest także większa szybkość poruszania się i wzrost. Debiutu w seniorskiej reprezentacji dostąpił Bartosz Bednorz i Artur Szalpuk. Artur miał szczęście, bo wystąpił podczas jednego weekendu i już dostał szansę, zaś Bednorz jeździł za reprezentacją całą LŚ i wszedł tylko na krótką zmianę, częściej robiąc raczej za chłopaka od noszenia wody. Już byłoby lepiej, gdyby pograł w kadrze B, bo od patrzenie niewiele się nauczy. Na szczęście Stephane poszedł po rozum do głowy i wysłał Bartka pod skrzydła Andrzeja Kowala do Ligi Europejskiej.

Polska reprezentacja się zmieniła, ale nadal funkcjonuje bardzo dobrze. Pozostał ten sam charakter i styl gry, pojawili się nowi liderzy. Zaprezentowaliśmy fajną siatkówkę, kończąc ataki zarówno mocno, jak i technicznie. Dobrze prezentowaliśmy się w bloku, ale warto popracować jeszcze nad zagrywką, bo zdarzało nam się dużo błędów w tym elemencie. Teraz czas na Final Six. W nim najważniejsze jest to, że będziemy mogli zmierzyć się ze wszystkimi dobrymi ekipami i zapoznamy się w halą, gdzie za rok rozgrywane będą Igrzyska. Mistrzom Świata nie przystoi jednak źle grać, więc musimy się dobrze zaprezentować, a wręcz jesteśmy wymieniani jako jeden z faworytów. Z Włochami i Serbią powinniśmy sobie poradzić, w półfinale będzie czekać nas już zdecydowanie trudniejsze zadanie. W drugiej grupie będzie bardzo ciekawie, bo Francuzi grają świetnie i są na fali, więc będą bić się o awans. Tylko mi trochę Włochów szkoda, bo od Mistrzostw Świata są w dołku, a teraz jeszcze skład im się rozsypał.


A Wy jak oceniacie fazę grupową i grę Polaków? Kto jest faworytem w Brazylii?

wtorek, 7 lipca 2015

Jest wygrana, jest awans, jest zabawa

Cześć!

Jak mijają Wam wakacje? Mam nadzieję, że wyśmienicie. Ja swoje na razie spędzam w domu. Nie mogłam przegapić meczów naszej reprezentacji, trzeba było złożyć papiery do liceum, a teraz doszły do tego mordercze upały. Na szczęście polscy siatkarze dali mi powody do radości.

Mecze z Amerykanami miały ostatecznie przesądzić o awansie do Final Six, do którego brakowało nam 2 punktów. Miałam nadzieję, że nasi przyjaciele zza oceanu będą starać się trochę mniej i pozwolą wygrać Polakom w 4 setach. Najwidoczniej jednak zawodnicy umówili się na tie break, żeby w pełni zadowolić 15-tysięczną publikę w Krakowie :). Biało-czerwoni tradycyjnie polegli w inauguracyjnej partii, w której rywale pokazali niesamowitą moc. Zrewanżowaliśmy się im jednak w drugim secie i zrobilibyśmy to także w trzecim, gdyby nie błąd sędziego. Ta zagrywka Christensona naprawdę była autowa, ale challenge musieliśmy zmarnować na Piotrusia, który nie poczuł, że dotknął siatki. Uważam, że ta jedna akcja była przełomowa i gdyby to nam przyznano punkt, to i seta udałoby się wygrać. Bałam się o losy meczu, bo Amerykanie mogli nakręcić się dobrą grą i być nie do zatrzymania, ale na szczęście tak się nie stało. Orły Antigi doprowadziły do tie breaka, przechylając go na swoją korzyść. Na koniec rozegrała się symboliczna scena, piłkę na wagę awansu skończył nasz młody debiutant- Mateusz Bieniek.

"Mieliśmy bardzo trudną grupę. Każdy, kto zobaczył losowanie kilka miesięcy temu, to wiedział, że będzie ciężko. Nie sądzę, aby Amerykanie chcieli nam podarować te dwa punkty. Musieliśmy pilnować wyniku i nie stracić wygranej." ~ Paweł Zatorski

Jak to mówią, do czterech razy sztuka :), bo Amerykanie to nie byle jaki przeciwnik. Najważniejsze jest zwycięstwo, nieważne w jakich okolicznościach. Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromną satysfakcję, że pozbawiliśmy Irańczyków awansu. Śmiem twierdzić, że w tym spotkaniu to Amerykanie zagrali lepiej, a naszemu zespołowi skrzydeł dodała ta niesamowita publika. (obejrzeć mecz w Kraków Arenie- zapisane na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią). Rywale postraszyli nas swoimi silnymi skrzydłowymi i doświadczonym Lee, który robił wiatrak z Mateusza Bieńka :). Na nasz okręt wrócił Bartek Kurek i poprowadził go do zwycięstwa. Mocno wspierał go Michał zablokowałem w pojedynkę Andersona Kubiak :). MVP zasłużenie powędrowało do Fabiana Drzyzgi, który dobrze prowadził grą biało-czerwonych, a punkty z lewego skrzydła zdobywał Mateusz Mika. Mi jednak jego postawa nie bardzo się podobała. Uważam, że za dużo ataków posyłał w aut.

Daniel Kucharski / Siatkówka w obiektywie

W sobotę mieliśmy więc mecz przyjaźni. Liczyłam na kilka spektakularnych akcji, typowo na wiwat, których się nie doczekałam. Amerykanie postawili na drugą "szóstkę", Stefan także testował różne ustawienia. Mieliśmy walczyć o zwycięstwo i 1 miejsce w grupie, ale chyba mimowolnie po awansie spadła nam koncentracja i pojawiło się rozluźnienie, co skutkowało 4 setami z korzyścią dla Amerykanów. My nie przegraliśmy, my po prostu nie chcieliśmy im zepsuć Święta Niepodległości. Byłam naprawdę wzruszona, kiedy polscy weterani wojenni misji pokojowych wnieśli flagi przy prezentacji. Szkoda tylko, że widowisko nieco zawiodło. Biało-czerwoni zaczęli grać właściwie dopiero od 3 seta, robili to jednak dobrze, a tie break zbliżał się wielkimi krokami. Ulegli jednak w 4 partii, której nie mieli prawa przegrać. Niestety nic samo się nie wygra. Szkoda, bo nie wiadomo, co stałoby się w 5 secie.

"Nie chcieliśmy, aby ten mecz tak wyglądał, ale po piątkowym spotkaniu zeszło z nas powietrze. Mimo, że w szatni mówiliśmy sobie, aby wygrać ten mecz, to chyba myślami byliśmy już w Rio de Janeiro." ~ Michał Kubiak

Polacy grali w różnych zestawieniach. Odpoczywał Kubiak, świetnie zastępowany przez Buszka. Rafał zaprezentował się najlepiej z całego naszego zespołu i grał dobrze nawet w przegranych setach. Pomagał mu Mateusz Mika, który rozkręcił się po słabym początku spotkania. Bartek Kurek zaprezentował się gorzej niż w piątek. Cały tydzień nie grał, a w poprzednim meczu był mocno eksploatowany, więc mógł odczuwać zmęczenie. Pół spotkania zagrał Fabian Drzyzga, pół Grzegorz Łomacz. Momentami pojawiał się Konarski, wymieniali się wszyscy środkowi. Andrzej Wrona zagrał jeden słaby mecz, tylko jeden, więc komentarze niektórych w internecie typu "Andrzej jest w kadrze dlatego, że to kolega Antigi" są nie na miejscu. Debiutu w seniorskiej reprezentacji dostąpił Artur Szalpuk. Dotknął piłkę 3 razy, ale żadnej nie zepsuł, więc to dobry początek. Miałam jednak nadzieję, że dostanie troszkę dłuższą szansę na boisku. Problemem Polaków w tym meczu był nieskuteczny atak i przestoje. Amerykanie zaś świetnie spisali się w pierwszym z tych elementów, prezentując prawie 60% efektywność.

Daniel Kucharski / Siatkówka w obiektywie

Ekipa Johna Sperawa naprawdę jest bardzo silna. Właściwie posiada on dwie równorzędne "szóstki", ma świetnych skrzydłowych i co rok wprowadza do zespołu nowego zawodnika, który okazuje się objawieniem. Amerykanie są jedynym zespołem, który zdołał u nas wygrać, więc to o czymś świadczy. Będą bardzo trudnymi przeciwnikami, zresztą jak zawsze wtedy, kiedy zbliża się rok olimpijski. Podczas Final Six na Polaków czekają Włosi i Serbowie. Uważam, że z obiema drużynami powinniśmy sobie poradzić. Powiem jednak szczerze, że nie chcę, żeby biało-czerwoni wygrali Ligę Światową. Oczywiście będzie to bardzo trudne, bo faworytami są Brazylijczycy, ale lepiej nie kusić losu. Media nie będą wtedy narzucały aż takiej presji, a zawodnicy nie poczują, że już są najlepsi.

Bardzo uderzyła mnie jednak informacja, że Stephane Antiga nie zabierze na przygotowania do tego turnieju Jarosza. Uważam, że to decyzja bardzo niesprawiedliwa. Kuba solidnie na pewno przepracował ten okres. To dzięki jego świetnej grze wygraliśmy 2 spotkanie z Iranem i bardzo przybliżyliśmy się do awansu. Jeden mecz zagrał może i słaby, ale nie miał też dużo szans na pokazanie się. Konarski zaś ostatni sezon w Resovii spędził na ławce, a na Igrzyskach Europejskich nie spisał się jakoś najlepiej. Wiem, że to decyzja trenera i on bierze za nią odpowiedzialność, ale usprawiedliwianie się tym, że Konarski lepiej gra w bloku, do mnie nie przemawia.


Jak podobały Wam się mecze w Krakowie? Jak oceniacie naszych rywali w Final Six? Jakie jest Wasze zdanie na temat Jarosza?

środa, 1 lipca 2015

W 2 urodziny opowiem o pewnym pięknym zwycięstwie przywiezionym z piekła

Cześć!

Myślę, że wszyscy cieszymy się, że nasi siatkarze 3-tygodniowy wyjazd mają już za sobą i wracają do Polski. Kiedy tylko słyszę nazwę "Iran", to w głowie słyszę te trąbki i wuwuzele. Na szczęście teraz mecze będą odbywały się w naszym kraju z dopingiem wspaniałych polskich kibiców. Zapraszam jednak na mały powrót do tamtych chwil, które, mimo okropnego tumultu, będziemy bardzo przyjemnie wspominać. 

Spotkania w Iranie były ogromnie ważne, ponieważ decydowały o naszym być albo nie być na Final Six w Brazylii. Niestety akurat w takim momencie z naszego zespołu wypadło jego najmocniejsze ogniwo. Bartek Kurek, na którym w dużej mierze opierał się nasz atak, doznał kontuzji pleców i nie mógł wystąpić na boisku. Zastąpić go musiał Jakub Jarosz, co wymogło także zmianę na rozegraniu. Trener postawił na Grzegorza Łomacza. Ja będę trzymać się tej wersji, że Grzesiek dłużej trenował z Kubą w jednej "szóstce", a nie dlatego (jak spekulowali goście w studiu przedmeczowym), że Fabian mógł trochę poróżnić się z Antigą.

worldleague.2015.fivb.com

Pierwsze spotkanie nie wyszło po naszej myśli, ale zdobyliśmy bardzo ważny jeden punkt. Prowadziliśmy 2:1 w setach, ale to wcale nie oznacza, że mogliśmy wygrać 3:1. W 4 secie Irańczycy dość mocno nas zlali, co przeniosło się także na tie breaka. Rywale wyraźnie się nakręcili i w decydującej partii ciężko już było ich zatrzymać. Ważnym zawodnikiem w ekipie gospodarzy był Mirzajanpour. Kiedy w 1 secie zszedł z boiska, to my wysunęliśmy się na prowadzenie. Jednak kiedy w 4 partii wrócił, gra Irańczyków stała się bardzo skuteczna. Mecz był bardzo ciężki, a nasza drużyna walczyła naprawdę dzielnie. Niestety gra Polaków mocno falowała. Popełnialiśmy za dużo własnych błędów i mieliśmy za niską skuteczność ataku w najważniejszych momentach. Rywale robili nam szkody własną zagrywką, a dodatkowo wywierali presję na sędziów. Arbitrzy nie popisali się, a do tego doszedł pan supervisor i jego niedokładna znajomość przepisów. Nie przegraliśmy jednak przez sędziów, a przez własną słabszą grę i niemoc w ataku podczas tie breaka.

Zabrakło nam kilera, który kończyłby piłki w najważniejszych momentach. Jakub Jarosz w 1 secie nadawał się do zmiany, ale im dłużej był na boisku, tym lepiej mu szło. Trzeba jednak zrozumieć, że miał ciężkie zadanie. Zastąpienie Bartka to nie lada sztuka, a był to pierwszy mecz Kuby w tym roku w pełnym wymiarze. Dobrze grał Michał Kubiak, który pierwsze błędy popełnił dopiero w tie breaku oraz Mateusz Bieniek. Będę chwalić tego chłopaka, bo nigdy nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu. Po raz kolejny dobrą zmianę dał Rafał Buszek, który w 1 secie zmienił Mateusza Mikę. Swój debiut zaliczył także Bartek Bednorz, który pojawił się na boisku w 4 partii. Jedynym zawodnikiem którego postawa mi się nie podobała, był Grzegorz Łomacz. Uprościł naszą grę, od 4 seta posyłając piłki głównie na skrzydła. 

worldleague.2015.fivb.com

Po pierwszym meczu obie ekipy miały jeden dzień przerwy. Wydaje mi się, że miało to duże znaczenie dla naszego zespołu. Antiga postawił na taki sam skład co 2 dni wcześniej, a Polacy źle weszli w mecz, co ostatnio dość często im się zdarzało. Wydawało się, że mamy szansę zwyciężyć, ale ostatecznie ulegliśmy do 23. Uważam, że ogromne znaczenie miało wejście Fabiana Drzyzgi w 2 secie. Od tego momentu biało-czerwoni zaczęli grać naprawdę świetnie, wygrywając 3 kolejne sety z dość dużą przewagą. Polacy poprawili zagrywkę, dobrze przyjmowali, mieli wysoką skuteczność w ataku. Nasza ekipa pewnie wykorzystywała kontry, a jej groźną bronią był blok. To Irańczycy popełniali dużo błędów i mieli problemy w ataku. Biało-czerwoni pokazali charakter, udowodnili, że umieją grać pod presją i nie dali się sprowokować rywalom. 

Ważne było to, że Polacy grali zespołowo i wzajemnie się uzupełniali. Wszyscy grali dobrze, ale ja uważam, że ten sukces miał szczególnie trzech bohaterów. Jarosz był kilerem, Kubiak sercem, a Drzyzga mózgiem tej ekipy. Kuba odrodził się po piątkowym występie, tym razem od początku prezentując się naprawdę świetnie. W najlepszy możliwy sposób zamknął usta wszystkim krytykom. Kubi nakręcał zespół, a swoimi technicznymi zagraniami doprowadzał Irańczyków do rozpaczy. W ataku był skuteczny, uważam, że powinien dostawać więcej piłek. Wejście Fabiana na boisko od razu poprawiło naszą grę. Drzyzga ma taki charakter i umiejętności, że według mnie jest jedynym, który jest w stanie przeciwstawić się Maroufowi. Po raz kolejny odrodził się Mateusz Mika, a Bieniek ponownie rozegrał świetne spotkanie. Tylko Nowakowski nie trzymał poziomu. Nie wiem, gdzie się podziała jego dobra postawa, którą prezentował jeszcze w sezonie ligowym. Niestety podczas tegorocznej LŚ według mnie tylko raz zaliczył dobry występ.

Biało-czerwoni uciszyli irańskie wuwuzele i wytrzepali perski dywan. Nasza ekipa jest czwartą w historii, która zdołała wygrać w Teheranie. Uważam, że to najpiękniejsza wygrana i najlepszy mecz naszej ekipy w tegorocznej "Światówce". Dzięki niemu do awansu do Final Six brakuje nam tylko 2 punktów w starciach z Amerykanami. W całym 3-tygodniowym tournee zdobyliśmy 10 punktów, co jest bardzo dobrym wynikiem. 

worldleague.2015.fivb.com

Dzisiaj mój blog obchodzi także 2 urodziny! W tym czasie pojawiło się tutaj 177 postów i 400 komentarzy, a bloga wyświetlono 43 952 razy. Bardzo chciałabym podziękować Wam- moim czytelnikom za to, że jesteście ze mną, czytacie moje wypociny i komentujecie. Czuję od Was wsparcie. Szczególnie dziękuję Asi, Snajperowi, Mateuszowi i Kindze. Ostatni rok nie był dla mnie łatwy. Czekały mnie egzaminy gimnazjalne, więc siatkówka zeszła trochę na drugi plan, a na pierwszym miejscu była nauka. Dlatego rzadziej się tutaj pojawiałam. I choć czasami nie chcę mi się nic pisać, to i tak bardzo lubię to miejsce. Wiem, że pomaga mi się ono ciągle rozwijać. Jedyne co chciałabym zmienić, ale niezbyt potrafię, to wygląd tego bloga. Jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko!


Jak podobały Wam się spotkania w Iranie? Jak ocenilibyście postawę Kuby Jarosza?